"Dom wariatów”, film obyczajowo-psychologiczny, został nakręcony ponad 35 lat temu. Można go jeszcze odkryć na You Tube.
Jest to pierwszy film Marka Koterskiego z cyklu „o Adasiu Miauczyńskim”, fikcyjnym bohaterze stworzonym przez reżysera. Marek Koterski swego czasu powiedział: „Od początku żywię się sobą przy budowaniu tej postaci. Nie wszystko jednak przeżyłem z tego, co przeżył Adaś Miauczyński i myślę,  że coraz bardziej różnimy się z Adasiem, ale Adaś jest wygodnym medium dla wyrażenia mego bólu, strachu, wstydu”.

Czy wszyscy śnimy sen wariata?
33-letni Adaś, zagubiony i zakompleksiony inteligent, odwiedza swoich rodziców. Zaledwie po niecałym dniu pobytu z nimi przeżywa załamanie nerwowe. Wracają koszmary z dzieciństwa. Przed jego oczami odgrywane jest całe spektrum absurdalnych zachowań rodziców. Swoją przestrzeń życiową wypełniają oni nic nieznaczącymi, groteskowymi, wręcz automatycznymi odzywkami i działaniami. Kontrolująca wszystko i wszystkich matka niszczy szczęście i ogranicza wolność rodziny. Powoli, w miarę upływu lat, domownicy dziwaczeją, tracą swoją naturalność, swobodę bycia. Kłótnie, wyzwiska, oskarżenia są na porządku dziennym. Destrukcyjne myślenie matki zatruwa umysły domowników. Atmosfera filmu jest duszna, wręcz porażająca. Ma się wrażenie, że wszyscy, poza być może starszym bratem Adasia, są już zaczadzeni własnymi  myślami. Zniknął świadomie przeżywający życie człowiek, wyłonił się biorobot funkcjonujący wg zasady: akcja-reakcja. 

Światełko w tunelu
Znakomitym momentem w filmie było stworzenie sytuacji, krótkiego przerywnika, w którym wszyscy wybuchają nagle wręcz histerycznym, śmiechem. Niespodziane światełko w ciemności pozwoliło choć na chwilę przerwać  ten mroczny taniec chochołów. Nastąpiło wtedy coś na wzór swoistego katharsis. Jakieś piękno wyłoniło się z głębi istoty ludzkiej. Śmiech wyprowadził poza umysł, dał poczucie wytchnienia, odświeżył. Pokazał, że na głębokim poziomie jest w nas cały czas radość i czeka tylko na odkrycie.

Przeglądanie się w lustrze życia
Film dotyka osobiście życia każdego z nas. Wyzwala emocje, refleksje, porusza do głębi. Uświadamia letarg, w którym wielu z nas tkwi. Przewrotny tytuł „Dom wariatów” pokazuje jakże często rodzinne życie w tzw. „normalnych domach”. Pozostajemy z pytaniem: jak wyjść poza mechaniczne zachowania prowokowane przez nieświadomy umysł i wprowadzić więcej światła świadomości do swojego życia?
Moc filmu tkwi w przekazie autentycznych przeżyć: szaleństwa, rozpaczy, wściekłości, depresji, zatracaniu się w wierze własnych, ograniczających nas przekonań. Marek Koterski postawił przed nami zwierciadło, w którym mamy okazję przyjrzeć się sobie samym. To nie wymyślona historyjka, to samo życie, bolesne i porażające często, ale uświadomione niesie nadzieję na wyzwolenie z cierpienia.

Sztuka przez duże S
Rolę ojca genialnie odegrał Tadeusz Łomnicki, znakomite kreacje aktorskie zaprezentowali Bohdana Majka w roli matki i Marek Kondrat jako syn Adaś.
Niepokojąca, piękna muzyka Jerzego Satanowskiego dopełniła i podkreśliła dramaturgię akcji.
Brawa dla reżysera i jednocześnie scenarzysty oraz aktorów za stworzenie dzieła reprezentującego sobą tak wysoką jakość.
Dorota Bartoszewicz
 

Autorka recenzji jest uczestniczką warsztatów dziennikarskich prowadzonych w WCS przez Magdę Wieteskę

zdjęcie maszyny do pisania