Gracje - Grupa Taneczna - wspomnienia Boże Narodzenie 2021

Dodane przez weronikast - wt., 01/04/2022 - 14:17
Rodzina ubierająca choinkę na zewnątrz

Swoimi wspomnieniami dzieli się grupa taneczna Gracje. Zapraszamy do lektury.

– Jestem rodowitą wrocławianką, więc Święta Bożego Narodzenia zawsze spędzałam w mieście. Będąc dzieckiem z niecierpliwością czekałam na święta. Lubiłam okres adwentu, podczas którego chodziłam z babcią na roraty. Trzeba było wcześnie wstać, by z zapalonymi lampionami na godzinę 6 rano zdarzyć na Mszę św. Święta Bożego Narodzenia kojarzą mi się właśnie z okresem oczekiwania czyli Adwentu, ze strojeniem choinki (koniecznie żywej), wspólną z cała rodziną kolacją wigilijną i oczywiści prezentami przynoszonymi przez Gwiazdora a nie Świętego Mikołaja (św. Mikołaj przychodził do nas 6 grudnia i wkładał prezenty do butów wyczyszczonych i ustawionych na parapecie okiennym). Na stole wigilijnym był barszcz z uszkami, smażony karp, karp w galarecie, kapusta z grzybami, smażone ziemniaki, pierogi ruskie i z kapustą i z grzybami, krokiety z pieczarkami, kompot z suszonych owoców, makiełki i tort urodzinowy (wszak Boże Narodzenie to urodziny Pana Jezusa). Najbardziej ulubioną przeze mnie potrawą były i są do dziś makiełki. Rodzice moi pochodzą z Wielkopolski i stamtąd wywodzi się to danie.

Makiełki można przygotować na dwa sposoby:

  1. albo ugotowany makaron w postaci szerokich pasków miesza się z makiem zmielonym, sparzonym z dodatkiem miodu i bakalii,
  2. albo podobnie przyrządzony mak miesza się z pokrojoną w kostkę bułkę zamoczoną w mleku.

Od zawsze święta spędzamy tradycyjnie, przy żywej choince, stole z postnymi potrawami, w gronie rodzinnym, śpiewając kolędy i czekając na Gwiazdora – opowiada Pani Ela.  

– Święta kojarzą mi się z choinką, Mikołajem i kolędami oraz spotkaniami w gronie rodzinnym większym lub mniejszym. Z dzieciństwa pamiętam zapach pierników, zupy grzybowej, ryby w pomidorach, ozdoby wykonywane z  papieru i słomki. Orzechy włoskie oklejane srebrną folią z opakowania po czekoladzie, jabłka i cukierki na choince. W moim domu pozostała tradycja ubierania choinki w dzień Wigilii, 12 potraw (w tym pierogi ruskie), sianko pod obrusem, Pasterka.

Wprowadzona przeze mnie nowość: co roku kupuję jedną nową ozdobę na choinkę (czasami zrobię sama), tort makowy, który sama piekę. Mój kompot z suszu jest z suszonymi morelami, żurawiną, figami i daktylami i oczywiście jabłka, gruszki śliwki. Czasami dorzucam owoce kandyzowane np. ananas, pomarańcze.
W święta i po zajadamy się owocami z kompotu – opowiada Pani Basia.

– W dzieciństwie Święta Bożego Narodzenia kojarzyły mi się z robieniem ozdób choinkowych ale najbardziej z zapachem pasty do podług, całe mieszkanie było nim przesiąknięte, do dzisiaj jak taki zapach poczuję (bardzo rzadko, bo ten sposób konserwacji podług wyszedł już z użycia) od razu widzę przed oczyma choinkę, palące się świeczki, dużą rodzinę zgromadzoną wokół). Pastując te podłogi a potem froterując, moja mama tańczyła twista, co pchnęło mnie w kierunku tańca. Święta były spędzane w mieście, tradycyjna była choinka, opłatek, wspólne śpiewanie kolęd no i Mikołaj. W Wigilię były potrawy postne, ale zamiast barszczu czy grzybowej mama gotowała zupę z suszonych śliwek, jabłek i gruszek z makaronem. Nigdzie indziej nie spotkałam się z tym zwyczajem. Tradycje tej zupy nie kultywuję, rodzina jednak woli susz w kompocie. Jedyne tradycyjne danie które teraz zachowujemy to uszka do barszczu z grzybami, nie gotowane, ale smażone na oleju. Tak robiła je teściowa pochodząca z Wilna i przypadły nam do gustu w takiej postaci – opowiada Pani Ela W.

– Moje dzieciństwo przypadło na biedne lata powojenne, na zapadłej wsi gdzieś na Mazowszu. Dość wczesne wyraźne wspomnienie dotyczy przygotowania z matką ozdób choinkowych. Miałyśmy do dyspozycji słomę i jakieś kolorowe papierki. Wybór form był niewielki, mogły to być gwiazdki, aniołki i na pewno łańcuchy. W połączeniu ze świeczkami skutkowało to nieraz pożarem, rówieśnicy wiedzą, o czym mówię. A we mnie powstała wtedy pasja do ręcznych robótek. Poszerzała się gama surowców, technik i moich umiejętności. Od słomianych ozdób doszłam tutaj (patrz zdjęcie). Filia biblioteki nr 12 na dworcu PKP corocznie przed gwiazdką dekoruje choinkę moimi ozdobami. Sygnuje nazwiskiem i upublicznia zdjęcie. Oto dowód sprzed roku. Wszelkie robótki to wytwory moich umiejętności i wyobraźni. Dziergając osiągam spokój wewnętrzny, co jest jakąś alternatywą dla zgiełku i tempa – mówi Pani Regina.
 

Ustrojona choinka Pani Reginy


– No cóż, chyba wstyd się przyznawać, ale nie przepadam za świętami, żadnymi. Nie przepadam, ale to nie znaczy, że tak całkiem nie lubię. Trudno je bowiem czymś porównywalnym zastąpić. Lubię świąteczny wystrój domu, lubię zapachy gotowania i pieczenia, nastrój oczekiwania. Lubię kupować prezenty, myśleć, co się komu może spodobać – czasami trafiam. Dostawać też lubię, ale mniej – najczęściej spokojnie mogłabym się bez nich obejść. Tradycje wigilijne mojego rodzinnego domu są wschodnie, kresowe. Muszę je jednak podzielić na erę przed wzbogaceniem się mojej rodziny o synową i po wzbogaceniu się.
Przed jej nastaniem królował u nas karp w galarecie i karp smażony. Okazało się, że na Śląsku, z którego pochodzi moja kochana synowa wigilia nie może się odbyć bez klusek z makiem i pierogów z truskawkami. Kłopot w tym, że ja, mówiąc łagodnie, nie znoszę tej pierogowej ciapaniny – na szczęście ostatnio udaje mi się znaleźć jakiś sposób na jej uniknięcie. Obawiam się, że z pierwszej naszej wspólnej wieczerzy obie wyszłyśmy zdziwione, a synowa do tego głodna. Z lat mocno wcześniejszych i nie tak bardzo odległych najlepiej pamiętam pożar firanki od tradycyjnych świeczek na choince. Ugasiliśmy go własnymi siłami przy jazgocie psa sąsiadów. A mimo solidnych mrozów i otwartego okna nikt się nie przeziębił. I jeszcze paczkę przysłaną nam w stanie wojennym z cytrynami i pomarańczami – nigdy nie jadłam lepszych. Coraz częściej nawiedzają mnie myśli, żeby w święta wyjechać. Może nie w samą wigilię, ale później, najlepiej całą rodziną. I po prostu nic nie robić, spacerować, patrzeć, jak wnuki jeżdżą, na czym się aktualnie da, leniwie spędzać czas i tanecznym krokiem wkraczać w kolejny rok – mówi Pani Krysia.